Obudzil mnie denerwujacy dziwiek budzika. Niechetnie wstalam i powloklam sie do lazienki. Jadlam sniadanie gdy zadzwonil moj telefon.Niezadowolona odebralam -Hej Saphi.Wlasnie sie dowiedzialm ze niema histy mamy na 9 do szkoly idziemy do ,,Filipa" na sheka i ciastka.A i niezaponij plan na dzis to od 9.35-12.35 i mamy tylko basen. -Spoko bede za 10 minut-rozloczylsm sie wzelam plecak w duchu dziekujoc za zablizajoce sie wakacje krzyknelam do Angie mojej przyszywanej matki -Wychodze -i wypadlam z domu.
***
Nurkujac gleboko pomyslalam o Wiki ktora pewnie teraz siedziala na korytarzu i sie uczyla. I w dodatku trener byl dzisiaj dziwny nie zachowywl sie normalnie. Uslyszalam plusk i zobaczylam Wojtka clopaka ktory nie umial plywac i wlasnie sie topil.Szybko go zlapalam wyxiagnelam na powierzchnie i spojrzalm na p.Alrnolda (trenera).Ten z zadowolenien to obserwowal i powiedzial ze siedzialam pod woda 10 min. i za kare kazal mi przyjść na 18 posprzątać basen.
***
Weszłam zaniepokojona na opuszczone tereny basenu.Już miałam wyjść gdy z cienia usłyszałam cichy przepełniony jadem głos
-A więc przyszłaś głupiutka. Dobra ofiara będzie pyszny obiadek
-Panie Arnold wszystko w porządku
-Nie jestem Arnoldem jestem Aello.
Wielkie skrzydlate coś rzuciło się na mnie strzelając biczem.Po chwili z mojej rozciętej reęki pleców nogi zaczą się unosić zielonkawy dym.Przerażona no oślep dopadłam drzwi krzyknęłam Wiki i z siłą rozpędu uderzyłam o asfald. Zriobiło mi się słabo rany piekły niemiłosiernie krew jakby we mnie płoneła. Przez mgłe bólu zobaczyłam jak to cos chwyta Wiki i gdzieś odlatuje jednocześnie z całej siły posyłając mnie w powietrze uderzeniem skrzydeł. Poleciałam w dal.W głowie mi się kręciło opadałam na ziemię.Pochwyciły mnie ciepłe silne ramiona ktoś krzyczał . Nie obchodziło mnie to. Odpływałam.Ziemia się kręciła a moje ciało jakby się unosiło.Traciłam kontakt ze światem .Umierałam.To koniec
No i jest pierwszy rozdział więc będzie się działa do zobaczenia póżniej papa